Nauka i technika nowej ery – 12.02.2012

 

McKey czyli Marcin Kaczmarek w tym odcinku o możliwościach wolnego oprogramowania (open source).

Zapis wystąpienia Daniela Huszcza w ramach X Harmonii Kosmosu we Wrocławiu w grudniu 2012 r.

Ten wpis został opublikowany w kategorii 2. Wt: Nauka i technologia nowej ery, Archiwum audycji i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

17 odpowiedzi na „Nauka i technika nowej ery – 12.02.2012

  1. gumbicp pisze:

    1,5 roku temu system Windows doprowadził mnie do takiej desperacji , że odważyłem się przeskoczyć na linuxy . Moje pojęcie o wolnym oprogramowaniu było oparte na wielu mitologiach tłoczonych nam przez nasz kochany mainstream 🙂 . Nigdy więcej nie przeskoczę już na komercyjne oprogramowanie. Polecam gorąco spróbować choć z ciekawości a zwłaszcza na starszym sprzęcie ,zdziwicie się jak wasz komputer odzyska drugą młodość . Na starcie wymaga to jednak trochę wysiłku ,nauki i poczytania w temacie , ale wysiłek ten potem przekłada się na realne korzyści .
    Dla przeciętnego zjadacza chleba to wręcz za potężne narzędzie , które raz dobrze dobrane do sprzętu i skonfigurowane może służyć za darmo do czasu aż sprzęt padnie sam z siebie . 🙂
    I to że linux jest trudny to mit, bo na większości wydań tego systemu wszystko można sobie wyklikać , a pomocy jest naprawdę sporo na necie .

  2. Maciej pisze:

    Dla uproszczenia mojego (zdecydowanie za 🙂 ) długiego wywodu przyjmijmy, że oprogramowanie wolne to oprogramowanie darmowe. Jest też różnica między oprogramowaniem wolnym, a open source (otwartym). Jest przecież ogromna ilość programów zamkniętych, które są darmowe.

    Uważam, że największy błąd rozumowania w tej audycji polega przeciwstawieniu sobie oprogramowania: wolne vs komercyjne. Ludzie wcale tak nie myślą. Użytkownik szuka jakości. Działają tu identyczne mechanizmy jak w całej gospodarce. Lepszy produkt wypiera gorszy. Wg Ranking.pl systemy Linuxowe są używane przez 0,85% (SIC!) użytkowników nie dlatego, że ciemny lud nie wie co dobre. Systemom Linuxowym bardzo daleko do łatwości obsługi systemów Windowsowych, a to jest bardzo ważny jak nie najważniejszy aspekt decydujący o wyborze systemu operacyjnego przez szarego obywatela. Zaznaczam, że nie mam na myśli zwykłego klikania i uruchamiania programów, bo na Ubuntu robi się to mniej więcej równie łatwo jak w Windows. Chodzi o użytkowanie systemu przez zwykłego zjadacza chleba (czytaj: nie-informatyka) w pełnym tego zakresie, czyli instalowanie sterowników, programów, rozwiązywanie problemów z działaniem systemu etc. Te wszystkie czynności prędzej czy później użytkownik musi wykonać i wykona je samodzielnie pod warunkiem, że zostanie poprowadzony „za rączkę” bez przekopywania for internetowych.

    Sprawa wirusów. Argument, że na Windowsy jest dużo wirusów jest bez sensu, bo jeżeli miażdżąca większość użytkowanych systemów operacyjnych jest Windowsowych to twórca wirusa byłby idiotą, gdyby tworzył wirusa dla Linuksiarzy, których jest mniej niż jeden procent. Jeżeli tendencja się odwróci i Lunux będzie popularniejszy od Windowsa, to będzie mnóstwo wirusów na Linuxa.

    To co najbardziej nie podoba mi się w przekonywaniu do Linuxa, to sam fakt, że trzeba do niego przekonywać. Kurczę, jeżeli produkt jest wysokiej klasy to zyska popularność sam. To trochę tak jak z muzyką – jeżeli jest dobra, to bez żadnej promocji ludzie wypromują ją w Youtube. Ludzie wybierają to co wg nich wydaje się lepsze. W rywalizacji Gimp vs Photoshop bezapelacyjnie wygrywa Photoshop. Gdyby Gimp był wg użytkowników lepszy od Photoshopa, nikt by tego drugiego nie piracił. Ludzie wybraliby Gimpa.

    Zaznaczam, absolutnie nie twierdzę, że oprogramowanie wolne to słaba jakość, a komercyjne to dopracowane super programy. Jest mnóstwo programów wolnych, które są popularne, bo są dobre i wygrywają konkurencję z wieloma rozwiązaniami komercyjnymi. Np. darmowa Joomla jest tak bardzo popularna, bo po wielu latach rozwoju obecnie jest dojrzałym, porządnym CMSem.

    I na koniec będzie kontrowersyjnie 🙂 Wg mnie przyszłość należy do oprogramowania zamkniętego. Już tłumaczę dlaczego. Zwróć uwagę co się dzieje z aplikacjami mobilnymi. Kwitną zamknięte sklepy z oprogramowaniem oferujące zamknięte programy. Sam App Store Apple’a oferuje ponad 800 tysięcy (TAK!) aplikacji i ma ponad 40 miliardów pobrań tych programów. Trochę mniej, ale równie gigantyczną ilość ma analogiczny sklep Googla, a „przed chwilą” Microsoft dołączył ze swoim sklepem. Niby tak jest, bo Apple wymusza taką formę zakupów, ale dlaczego to samo robi Google, Microsoft i żadne darmowe rozwiązanie nie jest w stanie się przebić?

    Ludzie wybierają te zamknięte rozwiązania, bo ktoś za nich zrobił całą czarną robotę. Ktoś te programy posprawdzał czy rzeczywiście robią to co obiecują, czy nie mają wirusów, posegregował wg. kategorii, zaprezentował, opisał etc. Jeżeli potrzebuję jakiś program, to odpalam App Stora i przy pomocy dotknięcia jednego przycisku mam ten program na swoim telefonie. (sprawdzony, bezpieczny, wolny od wirusów etc). Taki program kosztuje często 1 lub 2 euro.
    Czas poświęcony na zainstalowanie go i późniejszą aktualizację liczymy w sekundach (SIC!). Płacę te dwa euro nie tylko za program, ale za całą infrastrukturę, która zapewnia mi oszczędność czasu, komfort i bezpieczeństwo.

    Analogicznie stało się ze zwykłymi sklepami w mieście. 20 lat temu, by kupić sobie rzeczy, buty itp biegałeś po różnych ulicach miasta, często moknąc w deszczu. Teraz idziesz do centrum handlowego w którym wszystko masz pod ręką, piękne duże wystawy, jest czysto, ciepło i nawet kręcą się ochroniarze, by nic ci się nie stało. Możesz nadal biegać ulicami po małych sklepikach, ale kto ma na to czas?

  3. Alex pisze:

    Tylko, że Bóg jest Żywy i istnieje. Ludzie zostali przecież stworzeni na jego podobieństwo. Ludzki umysł ma graniczenia, szczególnie co do filozofii, nie wierze pseudo naukowcom. Wiele już było fałszywych teorii naukowych, między innymi teoria Darwina i jeszcze wiele fałszywych się pojawi, a wszystkie próbują zakrzywić prawdę o Bogu. Bóg nie jest tylko energią, która nas otacza, tak jak mówię, zostaliśmy stworzeni na podobieństwo Boga, a to coś oznacza, że jesteśmy do Niego podobni.

    W tej książce, można się więcej dowiedzieć o tych sprawach – http://www.wielkiboj.pl/

  4. Martin McKey pisze:

    Celem audycji nie było stawianie przeciwko sobie oprogramowania „komercyjnego” i „darmowego”. Przede wszystkim należy uzmysłowić sobie, że jest ALTERNATYWA dla komercyjnego softu. Oczywiście – oprogramowanie komercyjne jest „dobre” i „dla każdego” – gdyż tak być musi, inaczej nikt by nie dał za nie złamanego grosza. To wymusza pewne podejście do oprogramowania – oprogramowanie komercyjne musi być odpowiednio „ładne”, „wygodne”, „proste w obsłudze” – jeśli takie będzie, producent na nas więcej zarobi. Myślenie „systemowe” polega na tym, że musimy oprogramowanie „kupić”, a następnie „uaktualniać” za określone kwoty. W zamian otrzymujemy… no właśnie. Co robimy ze starym Windows 95, który kupiliśmy w 1997 roku? Do czego może się nam przydać? A może można je odsprzedać? Nie.
    Producenci oprogramowania nastawieni są przede wszystkim na zysk, nie na „jakość”, „prostotę”, czy „wygodę” – liczą się jedynie zyski. Jeśli producent wypuści swoistego programistycznego „babola”, to nikt tego nie kupi.
    Z drugiej strony, tak jak powiedziałem w programie, popularność systemów komercyjnych wywodzi się z… piractwa. To piractwo komputerowe paradoksalnie zapewniło krociowe zyski producentom oprogramowania. Z tego punktu widzenia totalna walka z piractwem nie ma większego sensu biznesowego dla producenta.
    A więc oprogramowanie komercyjne:
    – popularność zawdzięcza piractwu (w 99%)
    – jest tworzone pod kątem wygody obsługi, „ładności i wyglądu”
    – jest zamknięte
    – modyfikacje są dozwolone jedynie przez autoryzowanych przez producenta developerów
    – jest szeroko reklamowane, przeprowadza się akcje promocyjne, zniżki, wersje „próbne”, „czasowe”
    – bezpieczeństwo w tych programach stawia się na ostatnim miejscu

    Ostatnia uwaga dotyczy powiązań aplikacji komercyjnych z komercyjnymi systemami operacyjnymi. Istnieje tutaj ścisły związek. Aplikacja „polega” na bezpieczeństwie systemu – co czasem nie jest spełnione…

    Istnieje potrzeba skorzystania z wspomnianego Photoshopa. Czy wystarczy zakupić samego Photoshopa? Otóż… nie! Należy również zakupić MS Windows lub Apple MacOS X (w połączeniu z hardwarem). A więc potrzeba korzystania z Photoshopa wiąże się z podwójną inwestycją: w OS oraz w aplikację.

    Kolejną cechą oprogramowania OpenSource jest jego przenośność. W przypadku programów komercyjnych praktycznie nie istnieje.
    Wspomnianego GIMPa odpalę sobie na Linuxie, ale RÓWNIEŻ na Windowsie, czy na Mac OS X. W przypadku Photoshopa – nie można tego zrobić na Linuxie.
    Oprogramowanie komercyjne zawdzięcza swoją popularność również szeroko zakrojonym akcjom promocyjnym, reklamom itd. oraz temu, że w pewnym momencie zaczęto dostarczać OS preinstalowany na komputerach i laptopach.

    Podsumowując, krótkie porównanie oprogramowania OpenSource, wolnego oraz komercyjnego:

    Komercyjne: drogie, zamknięte, brak skalowalności, ścisła zależność od komercyjnych systemów operacyjnych, wymaga uaktualnień (płatnych), wygodne, łatwe w obsłudze, posiadające spore możliwości, nie całkiem bezpieczne, podatne na zagrożenia, możliwe pobieranie danych użytkownika dla producenta

    OpenSource, GPL: bezpłatne, darmowe, otwarte, dostęp do kodu, pełna skalowalność, niezależność od systemów operacyjnych (można instalować na komercyjnych systemach!), uaktualnienia bezpłatne, czasem niewygodne, posiadające spore możliwości (czasem ukryte), bezpieczne, mniej podatne na zagrożenia, transparentne (użytkownik może sprawdzić jakie dane pobiera „producent”), można je przekształcać i używać w praktycznie każdym celu (prócz odsprzedawania samego programu)

    Dlaczego ludzie wybiorą Photoshopa, zamiast GIMPa? To proste:
    – reklama, promocja
    – popularność, wyznaczenie „standardu”
    – „bo każdy używa”
    – bo „wygodne”, bo „dobre”, bo „fajne”

    Tymczasem do typowego użytku standardowego użytkownika Photoshop jest najzupełniej zbędny. Wystarczy GIMP – on jest również pod Windows… i MacOS X.
    Tak, będzie on „inny” od Photoshopa, co według niektórych oznacza „gorszy”. Pewne funkcje są inaczej rozwiązane. Ale jest to jedynie kwestią przyzwyczajenia.
    Producenci oprogramowania, nastawieni na zyski, będą dezawuować oprogramowanie GPL i OpenSource. Stąd wszelkie „uwagi” typu: „bo ludzie wybiorą Photoshopa…” – wybiorą, bo im tak system nakazał 🙂 Większość jednak ściągnie z chomika ;))) założy jakiś keygen, a przy okazji pociągnie jakiś malware albo spyware.

    My pokazujemy alternatywę. My pokazujemy, że jest coś innego niż tylko „Photoshop”, czy „Windows” – można wybrać, nie trzeba za to nic płacić i nie wiązać się z producentem, który niedługo będzie o nas wiedział wszystko.
    Jeśli ktoś lubi oprogramowanie komercyjne, stać go na to – może sobie kupić pełne wersje studyjne pakietów oprogramowania za setki tysięcy PLN – to nie zdołamy mu w tym w żaden sposób przeszkodzić.
    Ale dla nas pozostaje w pełni legalna, darmowa i bezpieczna alternatywa – oprogramowanie wolne, GPL i OpenSource.
    I da się na tym całkiem sensownie pracować, działać, prowadzić firmę i… co ciekawe: zarabiać!

    Ostatni krzyk mody to tzw. „cloud computing”, który jest prostą drogą do wprowadzania opłat abonamentowych za używanie… programów. W „chmurze” korzystamy bowiem z ogólnodostępnych zasobów rozproszonych po całym świecie, nasze dane znajdują się w wielu różnych miejscach… A więc można wprowadzić opłaty za używanie mocy obliczeniowej i/lub przestrzeni dyskowej na zasadzie abonamentu, albo prepaida… takie zagrożenie istnieje.
    Oczywiście odpowiedzią na to jest też opensourcowy cloud, ale to temat na kolejną audycję…

  5. aid pisze:

    Od strony ideowej ZAJE…E 🙂
    Dużym wyzwaniem jest wejście w niezależne programy typu grafika.
    Przejście z Corela na Illustratora bardzo boli a na jakiegoś gimpa… hmmm
    ale jestem za – może kupię sobie lapka do domu i postawię pingwina!

    🙂

  6. ssak pisze:

    ordynarna i ordynacja ale robin hood by zabrał biurokratom i dał bez robotnym oni mają więcej wolnego i wydawali by piniążka biurokrata siedzi cały dzień w biurze lub w delegaturze nie ma kiedy wydawać i tylko ciuła w banku tam w banku już wyspekulują co poczynić z tą kwotą licząc ilu to budżet z ciułanych utrzymuje to cieciownia istna jak to mówią pies ogrodnika dodrukują obligacji czy co tam jescze powymyślają w delegacji

  7. aid pisze:

    @ssaku
    🙂 twoje wpisy są jakbyś zawiesił się po dobrym „papierze”…
    dobry flow – coś miedzy Vianem a Masłowską i w temacie się trzymasz pomimo
    się trzymaj ściegu owego

  8. Maciej pisze:

    Nawiasem mówiąc winni tego, że oprogramowanie wolne często przegrywa z komercyjnym są programiści. Zespoły tworzące wolne programy zwykle składają się z samych programistów. Z doświadczenia wiem, że niewielu z nich potrafi projektować wygodne UI (interfejs użytkownika) . Programista to zwykle geek i tworzy dla geeków, a tu trzeba myśleć o szarym niezbyt zorientowanym użytkowniku, który wybierze ten program, który zrozumie bez czytania helpa. Dlatego tak gigantyczny sukces odniosły produkty Apple.
    Czyli to nie użytkownicy są problemem, tylko autorzy, którym nie zależy na prostocie i wygodzie UI, bo wyżej cenią sobie ilość funkcji w programie. Dlatego ideowcy wolnego oprogramowania zamiast namawiać ludzi do używania niewygodnych programów, powinni rozmawiać z autorami, by bardziej skupili się na jakości UI.

  9. ssak pisze:

    biurokracja to biurokratyczny sposób jak dobrać się do skarbu państwa lub narodów np czemu państwo nie buduje mieszkań i nie czerpie korzyści z czynszówek bo biurokracja na to nie pozwoli a jak jest komunalne jakieś to i to biurokraci miedzy sobą je podwynajmują dla ludności przyjemności i co rzeczami sterują tylko dla naszej jakże przyjemności ale szczęście se chłopina wymyślił

  10. Julian pisze:

    Od kilku lat używam wolnego oprogramowania, jednak moje podejście ma charakter integrowania systemów komercyjnych i wolnych. Podejście Marcina rodzi polaryzację i konflikty – nacisk powinien zostać położony na udzieleniu informacji, że MOŻNA RÓWNOLEGLE UŻYWAĆ OBU SYSTEMÓW, wybierając własny komfort i przyjemność jako kryterium wyboru. W systemie Windows istnieje możliwość instalowania wolnego oprogramowania – co nie zostało dość wyraźnie zaakcentowane. W dzisiejszych czasach można kupić laptopa z legalnym systemem Windows i legalnie używać na nim całkowicie legalnych, bezpłatnych i doskonałych programów. Jednocześnie na tym samym komputerze można mieć zainstalowany system(y) Linux(y). Wyboru dokonujemy przy starcie komputera, którego systemu chcemy w danym czasie używać. W Linuksie korzystając z wirtualizacji (np. VrtualBOX-a), możemy otworzyć sobie naszego legalnego Windowsa w okienku lub na pełnym ekranie i mieć ”wszystko w jednym” bez potrzeby rezygnowania z czegokolwiek – system Linux daje przecież możliwość używania wielu ekranów jako przestrzeni roboczej. Na to kładłbym w pierwszej kolejności szczególny nacisk chcąc promować wolne oprogramowanie – a ludzie i tak sami wybiorą lepsze. Z doświadczenia wiem, że większość wybierze Linuksa mając świadomość, że w każdej chwili może w razie potrzeby uzupełnić go funkcjonalnością środowiska MS Windows. Trzeba tylko pokazać jak można to zrobić – i to naprawdę wszystko. Ważną kwestią jest zaprezentowanie możliwości dopasowania wolnych systemów do własnych potrzeb i upodobań estetycznych. Ja używam z przyjemnością NetRunera, który jest śliczny (skórka Seven ze schematem kol. Honeycomb) i szybki, wraz z legalnym system Windows kupionym ze sprzętem (XP_SP3 lub 7_SP1) na podorędziu. Na co dzień jednak używa się Linuxa do przeglądania Internetu, pisania tekstów lub oglądania zdjęć i multimediów, bo jest przyjemniej, szybciej i bezpieczniej. Wcześniej preferowałem Ubuntu z Gnome 2.x, ale sabotaż zastosowany przez agentów ^^$ wymusił używanie środowiska KDE, które jest naprawdę odlotowe, choć bardziej kapryśne. I na koniec zdradzę, że na ten czas najlepiej mieć oba systemy w pakiecie, bo jeszcze niespodzianki zdarzają się po obu stronach barykady. Jak jedno udoskonalą lub naprawią to inne coś zepsują – i taka to jest rzeczywistość w tym temacie.
    Podziękowania dla Ciebie Marcin – za uruchomienie tego istotnego tematu w NTV.

  11. Martin McKey pisze:

    Ależ oczywiście – pełna zgoda. Jeszcze raz podkreślam: nie polaryzuję, czyli nie przeciwstawiam sobie oprogramowania komercyjnego i otwartego. Program miał na celu pokazanie, jeszcze raz podkreślam, ALTERNATYWY – która jest w stanie zapewnić nam praktycznie 100% potrzeb. Tak – oprogramowanie jest INNE, co nie oznacza, że gorsze. INNE – czyli inaczej wygląda.
    Jeśli zaś chodzi o wygląd… to GUI Windowsów poczynając od Win 95 wywodzi się z opensource’owych projektów oraz desktopów Mac’a.
    Jeśli chodzi o GUI dla Linuxów to mamy tutaj do wyboru setki, o ile nie tysiące różnych „gui” – w tym całe systemy np. KDE, Gnome, Enlightement, CDE… od prostych, bez „wodotrysków”, do całkiem odjechanych animowanych w 3D setów pracujących pod Compiz Fusion.
    Tak więc podkreślam: to nie GUI jest wyznacznikiem popularności, a „piracenie” programów komercyjnych.
    Do tematu wolnego oprogramowania i open source będziemy jeszcze wracać nieraz.

  12. maq pisze:

    Nie ma się co łudzić, że ludzie przerzucą się na Linuxa, bo 90% z nich nie potrafi tak prostych czynności jak zrobienie screena czy przywrócenie systemu. Windows jest dla takich właśnie ludzi – prosty w obsłudze i niedrogi. Na jednorazowy wydatek rzędu 100$ raz na kilka lat każdy może sobie pozwolić.
    Dopóki nie będzie tak jak mówi Maciej, darmowe oprogramowanie będzie wciąż w odwrocie. Ciekawe prawda. Coś darmowego a ludzie tego nie chcą 🙂

  13. Julian pisze:

    …tak, to fenomen, że coś jest za darmo, a ludzie i tak wolą się opodatkować i ubezwłasnowolnić na własne życzenie. To dobry temat na rozprawę filozoficzną i niejeden doktorat 🙂 !
    Chciałbym jeszcze poruszyć taką kwestię jak wykorzystanie starszego sprzętu, takiego kilkuletniego, który doskonale współpracuje z systemami Linux. Użytkownik kupując niedrogi markowy, poleasingowy laptop razem z legalnym, ”jedynie słusznym” systemem operacyjnym w cenie do 950 PLN może dodatkowo wyposażyć go w bezpieczniejszy, wolny od licencji, ładny, bezpłatny i nowocześniejszy system operacyjny razem z ogromną ilością bezpłatnego oprogramowania zapewniając sobie tym samym wolność edukacji we współczesnym Internecie – nie tracąc przy tym pieniędzy na marketingowe chwyty sprzedawców i producentów sprzętu, którzy żądają ogromnych haraczy za swoje niby nowości. W rzeczywistości sprzedają technologiczny złom, z którego agencje wojskowe i pozarządowe już dawno zrezygnowały na rzecz o wiele doskonalszych i niewyobrażalnie nowocześniejszych technologii. Jest to tzw. elektroniczne oszustwo o którym m.in. pisze Barbara Marciniak w swoich książkach i o czym mówi Phil Schneider ( http://vimeo.com/12131663 ; http://vimeo.com/4494788 )
    Co do samego Linuxa – to korporacja Microsoft grzebała dość sporo przy pisaniu kodu nowego jądra tego systemu, a podstawieni specjaliści tworzyli „tylne furtki” do obejścia zabezpieczeń – o czym ostatnio jeden z takich programistów pisał na swoim blogu, prosząc o ponowne sprawdzenie i poprawienie kodu systemu zabezpieczeń. Nie ma więc bezpiecznych systemów – 99,999% użytkowników nie czyta kodu źródłowego i nie kompiluje swoich dystrybucji, więc ten argument za wolnym oprogramowaniem to tylko czysta bajka i teoria dla grzecznych dzieci. Wszystkie systemy aktualnie dostępne zapewniają swobodną inwigilację ich użytkowników. Więc nie ma co przepłacać ani też wyznawać wiary, że istnieje jakiś naprawdę wolny, naprawdę bezpieczny system – no chyba, że sami takowy napiszecie 🙂 – co tylko teoretycznie jest możliwe.
    Dlatego uważam, że Marcin powinien uczciwie postawić sprawę w tym temacie i nie wmawiać mniej kumatym, że oto mają coś extra za darmo, niby wolne i niby bezpieczne. Bo to tylko taki wybieg myślowy albo brak wyobraźni autora tego programu.

  14. roberto pisze:

    Ile juz takich filmikow sie widzialo w necie… Z calym szacunkiem linux nie ma racji bytu dla ludu. Sa osoby ”starszej daty”, ktore maja problemy z obsluga windowsa, a co dopiero Linux. W dzisiejszym pedzacym swiecie liczy sie prostota i mozliwosci. Pingwin to raczej dla ”informatycznych mozgow”. Oczywiscie zalety sa, mamy go za free. Takie rozwiazanie moze byc idealna alternatywa dla firm z wieloma komputerami obnizajac znacznie koszty, no i problem ewentualnej kontroli o legalnosci oprogramowania mamy z glowy. Lecz definitywnie srodowisko wymaga przyzwyczajenia sie. Niestety konfiguracja niektorych nowszych urzadzen jest nierealna badz niemozliwa. Moj znajomy mial kiedys taki problem z ploterem. Wygral windows w jego wypadku. Do przegladania internetu coraz bardziej wykorzystuje sie tablety z androidem badz ipady. Prostota tych zabawek jest tym co zdecydujaca wiekszosc populacji szuka. Nie kazdy ma czas ingerowac w kod zrodlowy i glowkowac jak tu zainstalowac jakis dodatkowy sterownik jak to czasem bywa z Linuchami. Dzis coraz bardziej ograniczamy sie do podpinania urzadzen pod USB i windows ”sam instaluje” wybrane skladniki. Mysle, ze za kilkanascie czy kilkadziesiat lat pokolenie internautow zapomni o sterownikach wogole. Linux raczej nie osiagnie wiekszego sukcesu niz po dzis dzien…

    Odnosnie jeszcze otwartego oprogramowania, to mamy teraz bardzo duzo alternatyw w srodowisku Windows. Kupujac laptopa mamy legalny system od microsofta, nastepnie mozemy ograniczac sie do instalowania tylko darmowych opartych na open source programow. Jest tego juz cala masa, dlatego przesiadanie sie na linuxa nie ma wiekszego sensu. No chyba, ze tylko w celach edykacyjnych.

  15. dorota pisze:

    mówca koniecznie chciał zrobić wrażenie na słuchaczu ….mnie osobiście już po kilku min zniechęcił do słuchania , gdybym była na sali pewnie bym wyszła 😉

Podpowiedź: aby mieć własny avatar w komentarzach zarejestruj się w serwisie Gravatar.