Otwarte Forum Tematyczne – 10.03.2014

Program zrealizowany przez NTV Warszawa.
Ekonomia miłości wyrasta z poszanowania życia i chronienia wszelkich jego form. Przejawami życia jest własne ciało i umysł każdej istoty, o które ekonomia miłości dba, gdyż ciało jest siedliskiem i źródłem życia, a umysł pozwala ogarnąć ekonomię miłości i zastosować się do jej reguł.

http://wolnaludzkosc.pl/pl/wolne-ekonomia/item/61426-%7Bdwie-ekonomie%7D
http://wolnaludzkosc.pl/pl/wolnaludzkosc-blogi/wolnaludzkosc-blog-krzysztof-lewandowski

16 thoughts on “Otwarte Forum Tematyczne – 10.03.2014

  1. 🙂
    „KTO SIĘ CENI TEN SIĘ LENI, CO DZIEŃ BYCZY SIĘ ZA TRZECH
    TO NIE PRAWDA ŻE W CZŁOWIEKU
    ROBOTNICZA PŁYNIE KREW 😛 CHOROWALI NA ROBOTĘ
    JEDEN SIERPEM DRUGI MŁOTEM
    MAJSTROWALI PRZEZ PÓŁ WIEKU NO I CO 😀 WCIĄŻ DOBROBYT BUDOWALI
    CIĄGLE NORMY PRZEKRACZALI
    ALE ŁAJBA SZŁA NA DNO 😛 OWSZEM WAŻNA JEST SAŁATA
    ALE MARNA TO ZAPŁATA, ZA TE WSZYSTKIE BÓLE W KRZYŻU ORAZ GARB.
    NIE MYŚL CHŁOPIE ŻE Z ROBOTY
    W BANKU BIORĄ SIĘ BANKNOTY
    BO NIE DŁUGO ZAMIAST FORSY UJRZYSZ PIACH
    DZIŚ ROBOTA NIE JEST W CENIE
    DZISIAJ LICZY SIĘ MYŚLENIE
    TO NAJLEPSZY W ŻYCIU FACH 🙂 ODKRYJ W SOBIE NOWĄ CNOTĘ,
    UCZULENIE NA ROBOTĘ 😛 BO NIE DOBRZE GDY NAD GRZBIETEM
    WISI BAT. 😛 http://www.youtube.com/watch?v=X5vWo0gDhiA

    Pozdro 🙂

    1. 🙂 @Krzysztofa Lewandowskiego.
      Prosim częściej, wysokie partyjne uznanie za wspaniały wykład 😀
      Pozdrawiam 🙂

  2. Pierwsza połowa monologu zwiastowała jeszcze coś w miarę mądrego – ale jak tylko usłyszałem o Dochodzie Gwarantowanym to zwątpiłem… Dalej już było tylko gorzej. Nie chce mi się rozpisywać jak pod wywiadem z dr Lachowskim (to chyba musi być jego jakiś „dobry koleżka po fachu” ;)), więc ograniczę się do przytoczenia długiego ale wyczerpującego temat cytatu:

    „Na nieszczęście, postulowane ostatnio zmiany zmierzają do zniesienia państwa opiekuńczego, ale nie w celu powiększenia zakresu swobód, tylko wręcz przeciwnie. Postulaty te przyjmowane są niemal przez wszystkich (z nielicznymi wyjątkami), od prezydenta Nixona i Miltona Friedmana na prawicy po licznych przedstawicieli lewicy. Tą nowością mają być „gwarantowany dochód roczny”, „ujemny podatek dochodowy” albo zgłoszony przez prezydenta Nixona „plan pomocy rodzinie”. W porównaniu z niewydolnością i przerostem biurokracji właściwymi dla obecnego systemu gwarantowany dochód roczny byłby zasiłkiem „skutecznym” i automatycznym: urzędnicy podatkowi co roku przekazywaliby pieniądze rodzinom, które uzyskały dochód poniżej minimalnego poziomu. Ten automatyczny zasiłek byłby, oczywiście, finansowany z podatków płaconych przez rodziny, które osiągnęły dochody wyższe od minimalnych. Koszty tego przejrzystego i prostego systemu ocenia się zaledwie na kilka miliardów dolarów rocznie.
    Jest tu jednak pewien szkopuł, polegający na założeniu, że wszyscy – zarówno korzystający z nowych zasiłków, jak i finansujący je – będą pracowali tak samo jak w starym systemie. Jest to założenie wątpliwe, ponieważ gwarantowany dochód roczny miałby niezwykle silny aspekt demotywujący – i dla płacących podatki, i dla pobierających zasiłek.
    Jedynym czynnikiem, który zapobiega ostatecznemu zawaleniu się obecnego systemu, jest właśnie biurokracja i napiętnowanie towarzyszące braniu zasiłków. Osoba pozostająca na zasiłku wciąż jeszcze odczuwa dyskomfort psychiczny – choć ostatnio coraz mniejszy – i musi stawić czoło jak zawsze bezdusznej, źle zorganizowanej, skomplikowanej biurokracji. Gwarantowany dochód roczny zniósłby główną przeszkodę, najważniejszy czynnik zniechęcający do pobierania zasiłków, właśnie dlatego, że byłby skuteczny, prosty i automatyczny. Doprowadziłoby to do masowego przechodzenia na zasiłek gwarantowany, tym bardziej że uważano by go za automatycznie przysługujące „prawo”, a nie za przywilej czy podarunek – i w związku z tym nie byłby on obciążony piętnem.
    Załóżmy, że za „granicę ubóstwa” uzna się poziom 4.000 dolarów dochodu rocznie. Każdy, kto zarabia mniej, otrzymuje od Wujka Sama wyrównanie, przyznawane automatycznie na podstawie zeznania podatkowego. Osoby wykazujące dochód zerowy otrzymałyby od rządu 4000 dolarów; ci, którzy zarobili 3.000 dolarów, dostaliby 1.000 dolarów itd. Oczywiste jest, że nikt, kto by zarabiał poniżej 4.000 dolarów, nie miałby żadnego powodu, żeby w ogóle pracować. Po co ktoś miałby pracować, skoro te same cztery tysiące dostanie, nic nie robiąc? Dochód netto uzyskany w postaci podatku od pracujących nie zwiększyłby się, a wszyscy zarabiający poniżej magicznej granicy 4.000 dolarów porzuciliby pracę i pobiegli po „należny” zasiłek.
    Ale to jeszcze nie wszystko. Jak by się zachowali ci, którzy zarabiają niewiele ponad 4.000 dolarów? Ktoś z dochodem 4.500 dolarów zorientowałby się szybko, że leniwy nierób mieszkający obok dostaje od państwa 4.000 dolarów za nic. Tymczasem on, pracując ciężko czterdzieści godzin tygodniowo, zarobił netto tylko 500 dolarów przez cały rok. Porzuciłby więc pracę i przeszedł na zasiłek w postaci podatku ujemnego. Podobnie byłoby w przypadku zarabiających 5.000 dolarów rocznie itd.
    Na tym kłopoty się nie kończą. Ponieważ wszyscy zarabiający poniżej 4.000 dolarów, a także część zarabiających sporo powyżej 4.000 dolarów, zaprzestaną pracy i przejdą na zasiłki, to koszty wypłaty zasiłków gwałtownie się zwiększą, co pociągnie za sobą konieczność podwyższenia podatków tym, którzy pracują. Ale wówczas ich dochód netto po opodatkowaniu raptownie zmaleje, do tego stopnia, że i oni zaczną porzucać pracę i przechodzić na zasiłek. Wyobraźmy sobie kogoś, kto zarabia 6.000 dolarów rocznie. Przede wszystkim musi sobie zdać sprawę, że jego rzeczywisty dochód osiągnięty dzięki pracy wyniósł 2.000 dolarów. Powiedzmy, że na zasiłki dla niepracujących musi przekazać 500 dolarów rocznie, czyli że jego dochód netto wynosi 1500 dolarów. Jeśli będzie musiał zapłacić jeszcze dodatkowo 1.000 dolarów w związku z szybkim wzrostem liczby osób na zasiłku, to otrzyma dochód zmniejszony do 500 dolarów i przejdzie na zasiłek. Logiczną konsekwencją wprowadzenia gwarantowanego dochodu rocznego będzie więc błędne koło, szaleńczy wir ciągnący ku katastrofie, polegającej na tym, że praktycznie wszyscy przestaną pracować i przejdą na zasiłek, co jest sytuacją niemożliwą.
    Są jeszcze inne czynniki, które należy wziąć pod uwagę. W praktyce zasiłek nie pozostałby oczywiście na stałym poziomie 4.000 dolarów; nieuchronne naciski ze strony klientów opieki społecznej i innych musiałyby doprowadzić do corocznej podwyżki podstawowej granicy, przyspieszając obroty błędnego koła wzrostu wydatków budżetowych i przybliżając nadejście katastrofy. W rzeczywistości gwarantowany dochód nie zastąpi – wbrew nadziejom konserwatystów, którzy się za nim opowiadają – mozaiki obecnego systemu opieki społecznej, tylko będzie stanowił uzupełnienie istniejących już programów. Tak właśnie było ze stanowymi programami pomocy dla osób starszych. Zasadniczym argumentem na rzecz programu ubezpieczeń społecznych Nowego Ładu miało być to, że zastąpią one dotychczasową mozaikę stanowych programów ubezpieczeniowych dla osób w podeszłym wieku. Oczywiście tak się nie stało; pomoc dla osób starszych jest teraz znacznie większa niż w latach trzydziestych. Rozdęty program ubezpieczeń społecznych został po prostu dołączony do dotychczas realizowanych programów. Obietnica Nixona, że osoby zdolne do pracy i otrzymujące zasiłek będą musiały pracować, to wierutne kłamstwo – ochłap rzucony konserwatystom. Osoby te byłyby zatrudniane tylko na „odpowiednich” stanowiskach, a – jak wiadomo – stanowe biura pośrednictwa pracy niemal nigdy nie oferują „odpowiedniej” pracy .
    Rozmaite programy gwarantowanych świadczeń nie stanowią prawdziwego remedium na powszechnie zauważane wady obecnego systemu. Ich wprowadzenie pogrążyłoby nas jeszcze bardziej. Jedynym realnym rozwiązaniem jest rozwiązanie wolnościowe: zniesienie systemu pomocy społecznej, zapewnienie wolności i swobody działania wszystkim, zarówno bogatym, jak i ubogim.”

    Źródło: M. N. Rothbard, „O nową wolność. Manifest libertariański”.

    Jak ktoś ma jeszcze zamiar wychwalać ten pomysł to ja mu „gratuluję”…
    Nic dziwnego, że chyba na życzenie p. Laskowskiego komentowanie na YT zostało wyłączone 😉

    PS. Zwolennikom DG, którzy twierdzą, że na jego finansowanie wcale nie trzeba pobierać podatków od pracujących osób tylko można te pieniądze „wydrukować” przypominam, że tak rozumiana inflacja = podatek, tylko pobierany w innej formie.

    1. Zawsze możesz zrezygnować z przyjmowania DG -jako czynnika demotywującego.

      1. Tylko zakładając, że moja praca nie jest warta więcej lub tylko niewiele więcej niż wysokość DG – to rezygnując z niego rezygnuję również przeważnie ze znacznej części mojego wolnego czasu. Nawet jeśli moja praca sprawia mi przyjemność to i tak jest to swego rodzaju wyrzeczenie. A przechodząc na pracę zarobkową jestem dodatkowo obciążany podatkami, z których to DG jest finansowany. Tym samym jestem karany za to, że chcę pracować – co ma zresztą miejsce również w obecnym systemie.
        A jeżeli zakładamy, że zdecydowana większość (jeśli nie wszyscy) rzeczywiście potraktuje DG jako czynnik demotywujący i mimo to pójdzie pracować, bo zdaje sobie sprawę, że dobrobyt pochodzi z pracy a nie z „dotacji” – to ja się pytam: po cholerę w takim razie go wprowadzać? Żeby tylko kusił ludzi do nieróbstwa? 😉

  3. Aleś się rozpisał. Piotrek.
    Nie widzisz że nie ma innego wyjścia w efekcie niż jak tylko to co przedstawił Dr.Lewandowski.
    Jesteś na fali i masz pracę będziesz zarabiał 5 czy 10 razy tyle co reszta.
    Ciesz się tym i czuj się jak mocarz. Garstka was będzie.
    Reszta bez takich ambicji tylko egzystuje. Zresztą nie będzie miejsca na więcej tak zaangażowanych jak Ty.
    Tak że,,- spokojnie, – pokontempluj. Z czasem poszerza się widzenie.

    Mniej politycznie.

    1. Nie rozpisałem tylko przekopiowałem fragment książki 🙂

      Oczywiście, że jest inne wyjście – tylko jak ja tu napomknę o liberalizmie czy wolnym rynku to zaraz zostanę zjedzony przez pseudo-znawców. KASE są i we Wrocławiu i w Warszawie – ale nikt ze środowiska NTV najwyraźniej nie pofatyguje się by kogokolwiek od nich zaprosić na rozmowę albo – jeszcze lepiej – na debatę z tutejszymi „ekspertami”. I chyba prędko nie zaproszą bo szybko okazałoby się, że to co mamy „przyjemność” wysłuchać tu na łamach NTV na temat ekonomii to w dużej mierze sterta bzdur i szkodliwych rozwiązań. Tu się lobbuje rozwiązania „społeczne i demokratyczne” więc tylko takie osoby się zaprasza, które są zgodne z „linią programową” telewizji.

      „Reszta bez takich ambicji tylko egzystuje. Zresztą nie będzie miejsca na więcej tak zaangażowanych jak Ty.”

      Im więcej ludzi ambitnych i wykształconych, tym większa konkurencja wśród nich przez co ich cena (płaca) prędzej czy później spadnie a więc i dysproporcja również spadnie. Prawa rynkowe nie dotyczą tylko towarów i usług ale również pracy najemnej. O ile oczywiście nie miesza się w to państwo.

      Doktryną „bij bogatych i zaradnych a ze zrabowanych pieniędzy wspomóż biednych i leniwych” bogactwa i dobrobytu nigdy nie osiągniemy.

      PS. Aktualnie „nie jestem na fali” jak to ująłeś – i nie przeszkadza mi to zupełnie w mówieniu prawdy 🙂

  4. Ludzie litości! Toż to niemal manifest neomarksistowski. Te bzdury, które facet propaguje, są wprowadzane od końca XIX wieku i jaki mamy efekt – zadłużone kraje po uszy, podatki o jakich nie śnili najwięksi satrapowie. A on to nazywa neoliberalizmem.
    Fabryki pracują na 50 procent? Gdzie on to widział? Po prostu przenoszą się tam, gdzie jest taniej – ostatnio do Brazylii, bo w Chinach zaczęli już wprowadzać socjalizm.
    PKB – suma produktów, dóbr i usług wyprodukowanych i sprzedanych? To nie do końca prawda. Do tego trzeba doliczyć to, co wyda władza – czyli zadłuża nas i następne pokolenia i buduje stadiony, niewidzialne autostrady (wszystko ze 2-3 droższe, niż gdyby budowała prywatna firma). Te jego procenty to wyssane z palca – na czym oparł te wyliczenia? My dostajemy ok. 20 procent tego, co wypracujemy, bo wszystkie podatki, akcyzy, przymusowe opłaty i daniny na rzecz państwa wynoszą ok. 87 procent i to oficjalne dane (Centrum im. Adama Smitha).
    Dochód Gwarantowany – to dogmat socjalistów, nieosiągalny!!! Kto ma zagwarantować np. szewcowi, że z jego warsztatu będzie miał ten dochód (na jakim poziomie miałby być). Przecież to my klienci o tym decydujemy, a teraz miałoby znów decydować państwo!!! Totalna brednia, już brak mi słów, aby tok komentować.
    „Produkcja musi się sprzedać” – genialne odkrycie.
    Co do banków można się zgodzić z ogólnymi tezami, że „zbierają miód” itp. ale przyczyna jest taka, że w XIX wieku, gdy państwa prowadziły papierowy pieniądz, na który nie musi być pokrycia w złocie, to od tego momentu stworzono raj dla banków. Banki pożyczają pieniędze, których nie mają. To jednak nie ma nic wspólnego z wolnością gospodarczą.
    Apeluję do prowadzących NTV – mniej propagowania socjalizmu, interwencjonizmu państwowego, bo na tym buduje się NWO, a więcej propagowania wolności osobistej, ekonomicznej.

  5. Marianek, popatrz trochę dalekowzrocznie.
    Niedługo nie będzie takich krajów gdzie taniej (brazylia itd.)
    Świat nie wchłonie tego szału produkcji i będziesz musiał albo rozdawać albo niszczyć.
    Na siłę nie należy stwarzać miejsc pracy bo to niemożliwe.
    I nie ma to związku czy ktoś jest robem czy nie robem.
    Życie się będzie i tak pojawiało na ziemi przedewszystkim żeby se pożyć a nie żeby powtarzać charówę ojców jeśli to nie ma sensu.
    Spójrz perspektywicznie nie ma innej możliwości, to co teraz to sztuczny twór który pozwolił zagospodarować ziemię. W przyszłości mie ma na to miejsca.
    Potrzebne Ci uświadomienie.

  6. Panowie ,,ekonomiści” pan Krzysztof nie wyjawił głównego motta Wolnych Ludzi.Skąd będą pieniądze, na dalszy rozwój Duchowy?.Mianowicie z Podatku Korporacyjnego ,efektem tego będzie Dywidenda Narodowa dla każdego od urodzenia aż po śmierć.
    Pozdrowienia Krzysiu, miło było cie znowu widzieć.

  7. Siergiej Łazariew i Jego przemyślenia
    Jest osobą niezwykle kontrowersyjną, ale jego poglądy podziela wielu ludzi. Gorliwi wyznawcy chłoną jego wypowiedzi i, co sami przyznają, czują się dzięki niemu po prostu szczęśliwsi. Dziś Siergiej Łazariew, autor bestsellerowych książek i badacz, który podobno rozpracował istotę karmy, odpowiada na najciekawsze pytania związane z wpływem poprzednich wcieleń na teraźniejszość.
    http://mistykabb.wordpress.com/

  8. Korupcja, manipulacje ,monopolizm protegowany ,wszystko to gnój ,mówienie o polityce ,o gospodarce ,o finansach, to tak zwany śmiech na sali ,jedynie idiota może myśleć ze są jakieś reguły ,reguły czystego rynku ,cześć krajów wypracowała dla swoich obywateli parasole ochronne protekcjonizm w zakresie strategicznych punktów gospodarczych ,poco tu jakiś grafen gdzie bilans utrzymania uczelni przez dziesiątki lat i tak będzie wyższy od domniemanych zysków ,poco to to narodowi ? będą tym powlekane widły i taczki , jakieś gazy łupkowe? aby zatruć środowisko, wytruć ludzi ?po to aby następne pokolenia musiały to spłacać ?coś takiego jak ekonomia już dawno nie istnieje ,wolny rynek niema prawa bytu to utopia ,. ludziska już zapomnieli” KRYZYS” lat trzydziestych ,cały czas i obecnie ten kryzys funkcjonuje , jedynie ma inna twarz , operuje się innymi pojęciami a kryzys jest podrzucany tam gdzie jest „zagrożenie” mieliśmy tego tysiace przykładów .Jak można mówić o ekonomi , zapominając o rosnącym zadłużeniu obywateli , każdy rodzaj zadłużenia wędruje do normalnego obywatela, on, jego następcy będą musieli to spłacić , chyba ze interwencyjnie wyprzeda się wszystko ,np cale połacie lasów, cale miasta ,cala powierzchnie kraju , ale i to nie będzie gwarancja ,bo jak wybudują znowu najdroższe szczepy autostrady , to i tak nic nie zostanie .

  9. Widzę, że większość piszących nie za bardzo rozumie istotę dzisiejszej ekonomii. Po to właśnie zostały wydumane takie mechanizmy jak banki centralne i całe to zdalne sterowanie aby pogrążać narody, które funkcjonują w oparciu w wiarę w wartość pieniądza fiducjarnego. Dzisiejszy system ekonomiczny opiera się na fikcji, która ma dwa zasadnicze skutki: regularne kryzysy, które muszą następować choćby się skały zesrały + coraz większa władza współwłaścicieli sektora finansowego, który wynosi z tego absurdu coraz większą ilość zobowiązań i własności. Jest to moim zdaniem kompletnie przemyślany model zawłaszczania dóbr.
    DG jest moim zdaniem dobrą opcją w kierunku odmienienia aktualnego systemu ekonomicznego i wcale nie uważam tego typu rozważań za większą głupotę niż aktualna, a nawet zwrot w prawidłowym kierunku i wyjaśniam dlaczego.
    Otóż produkt każdego kraju jest aktualnie, jak jasno wyjaśniono w wykładzie, oparty właśnie o konieczność pozyskiwania środków na łatanie luk popytowych. Jedni potrzebują kasy mniej, inni więcej. Wszyscy jednak muszą się zadłużać, żeby w kotle były ryby. Pieniądze naprawdę muszą się skądś brać, a widać to najlepiej na przykładzie naszego kraju, który swój wzrost okupuje coraz większym długiem, który rośnie, a wartość dóbr się amortyzuje. To genialne rozwiązanie dla wierzycieli, którzy w momencie niewypłacalności biorą najlepsze zasoby, by zaspokoić swoje apetyty i zabawa kręci się dalej, a to też do czasu, bo jak nie ma czego oddać, to co?
    Można wychodzić na zero, ale przy takiej grze trzeba by mieć wielokrotnie większą przewagę np. eksportu nad importem, przychody z działalności w innych gospodarkach itp. Pytanie tylko, kto tak ma i o co chodzi w tej zabawie 🙂
    Jeżeli ktoś wierzy, że w „gospodarce światowej” nie chodzi o najzwyklejszą formę ekonomicznej wojny, do której przystąpiliśmy już przegrani na samym początku, to gratuluję pięknego umysłu.
    Przeciwnicy twierdzą, że DG to bzdura, bo jak wypuścimy tyle pieniędzy, to będzie inflacja i ktoś to jeszcze musi opłacić w podatkach itd. Pozornie tak to wygląda, jednak jeżeli brać od kogoś, najlepiej z zewnątrz, to inflacji nie ma, bo mamy dług. Jakież to genialne w swojej prostocie 🙂 bo tak w końcu wynika ze świętych ksiąg. Z pożyczki przecież się inwestuje np. w infrastrukturę i końcowy produkt ma jakąś wartość, która podlega li tylko amortyzacji.
    No dobrze, ostatecznie wprowadzono mnóstwo kasy za nowo zbudowany np. most, bo państwo nadrukowało (na podstawie pożyczki) szmalu, żeby ten most sfinansować i wszystko działa, bo bilans wychodzi na zero, niby. Paru na budowie zarobiło, a reszta najlepiej, żeby tym mostem jeździła i płaciła myto.
    Problem polega na tym, że jeżeli tak wygląda cała gospodarka, to skąd brać szmal na śmiganie tym mostem, skoro pieniądze mają tylko ci, co most budowali. Pieniądze im też się skończą i co wtedy? Co wtedy, jak już zbudujemy te drogi, mosty itd. i nie będziemy potrzebowali budować więcej, a przynajmniej nie tyle. Będziemy je remontować z zarobionej kasy i jakoś się będzie kręcić.
    Luka popytowa tymczasem sobie nadal będzie, a wierzyciel długów będzie się czuł jeszcze lepiej. 🙂
    Jeżeli przełożymy to na całą gospodarkę, to skąd mają się brać pieniądze na dole społeczeństwa, które w tej zabawie uczestniczy?
    Kolejnym przykładem jest usługa np. wizyta u fryzjera. Czy powstaje tu jakieś trwałe dobro? Włosy odrastają i znów trzeba zabulić. Fryzjer ma kasę, państwo bierze VAT i podatek dochodowy z pieniędzy już wcześniej opodatkowanej strzyżonej owcy. Nie ma tu jednak żadnej trwałej korzyści dla gospodarki. Co tutaj jest wartością? Otóż samo strzyżenie, bez trwałego efektu dla strzyżonego. Może się to wydawać za bezsensowny przykład, tymczasem społeczeństwa postindustrialne przestawiają się na coraz większy udział usług w produkcie krajowym i to też należy brać pod uwagę.

    Marianek napisał: „My dostajemy ok. 20 procent tego, co wypracujemy, bo wszystkie podatki, akcyzy, przymusowe opłaty i daniny na rzecz państwa wynoszą ok. 87 procent i to oficjalne dane (Centrum im. Adama Smitha).
    Dochód Gwarantowany – to dogmat socjalistów, nieosiągalny!!!”

    Otóż dochodzimy do sedna tego czym jest i czym powinna być moim zdaniem gospodarka i od czego ona tak naprawdę zależy. Moim zdaniem całkowicie zależy od CZŁOWIEKA i nic innego nie powinno być wartością samą w sobie. Tymczasem ludzie traktowani są jak te zwierzęta do strzyżenia, bo bilans w księgach musi być na zero, a nawet na minus, bo inaczej się nie da.
    Ja osobiście uważam, że należałoby całkowicie zmienić spojrzenie na ekonomię i przestawić ją na „ekonomię obywatelską” – tak to sobie wymyśliłem, bo ostatecznie tylko człowiek może zbudować, kupić, sprzedać, użytkować, płacić podatki itd.
    Pytanie jak to zbilansować, by inflacji nie było? To bardzo proste, wystarczy w końcu uznać, że każdy człowiek ma wartość ekonomiczną np. 12000 zł rocznie i w świętej książce wszystko będzie się zgadzać. Inflacji nie ma. Gdy człowiek umiera, to również umiera jego wartość i pewna pula środków powinna zniknąć z gospodarki i za kontrolę takiej utopii powinno być odpowiedzialne państwo obywatelskie.
    Tego typu środki powinny napędzać gospodarkę oddolnie, a jak już się dowiedzieliśmy 87% trafia ponownie do budżetu – jaki więc problem?
    Problem jest taki, że wszyscy gracze musieliby uznać takie zasady.
    Wtedy można myśleć o likwidacji ZUSów, pomocy społecznych, zasiłków i innych absurdalnych historii w dziś obowiązującym zakresie. Oczywiście zawsze występują losowe przypadki i tutaj musiałyby zaistnieć jakieś rozwiązania.
    Każdy, kto chciałby mieć trochę lepiej niż minimum na przetrwanie, lepszą emeryturę, samochód…, to i tak musiałby pracować. Sytuacja w postaci samobójstw z przyczyn ekonomicznych jest, moim skromnym zdaniem, nie do przyjęcia.
    Tak samo nie do przyjęcia jest dla mnie rozważanie, że pijak dostanie teraz 1000 zł na przepicie. No i bardzo dobrze, niech pije na zdrowie i odprowadza akcyzę w wódzie, piwie, winie. To naprawdę niczyja sprawa co ktoś robi ze swoim życiem. Nikt się w końcu nie zastanawia nad tym, że np. prezes banku jest pijakiem i chodzi na prostytutki, które we większości robią to tylko dlatego, bo muszą i to jest OK, bo przecież prezes na to zarobił. Paranoja. Co ma tutaj wartość – prostytucja jako usługa, a człowiek nadal nie? Wbrew pozorom handlarze niewolników brali za nich kasę i każdy wiedział, że mają jakąś wartość.
    Nie wiem, może czegoś tutaj nie pojmuję, jednak, moim zdaniem, nie ma tutaj znaczenia źródło pochodzenia pieniądza, a wyłącznie odpowiednia interpretacja w bilansie.
    Przepraszam za usterki 🙂

    1. Panie Krzysztofie (a odnoszę wrażenie, że to Pan się kryje za tym nickiem :)), poruszył Pan sedno sprawy:

      „Po to właśnie zostały wydumane takie mechanizmy jak banki centralne i całe to zdalne sterowanie aby pogrążać narody, które funkcjonują w oparciu w wiarę w wartość pieniądza fiducjarnego.”

      Tu się w pełni zgadzamy, tylko w czym dokładnie tkwi ten problem – no właśnie w tym „zdalnym sterowaniu”. Pewna wąska grupa ludzi ma prawny przywilej i monopol na kontrolę pieniądza. Jest on co prawda w prywatnych rękach ale za zgodą i przyzwoleniem rządu. Ten przywilej trzeba znieść odrywając rządy od gospodarki (w tym również od pieniądza) a monopol sam się wtedy rozbije. By ludzie mogli się rozliczać między sobą tym czym chcą i tym co uważają za wartościowe, w pełni zaspokajające ich potrzeby – a nie tym co rząd czy inna wąska grupa ludzi uważa za wartościowe i tak każe myśleć całej reszcie. Czy to będzie wymiana barterowa jak za dawnych czasów, czy dzisiejszy pieniądz fiducjarny czy pełnowartościowy oparty na złocie czy innym rzadkim kruszcu, a może coś innego, nowego jak kryptowaluty – niech ludzie o tym na bieżąco decydują. Niech pieniądz ma również możliwość rozwijania się i ewoluowania. Owszem, w kraju może być jakaś jedna „rządowa waluta” do rozliczania się chociażby z podatków jeśli do niczego innego nie chcieliby jej ludzie wykorzystywać – ale żeby tworzenie innych, alternatywnych i konkurencyjnych walut było dozwolone! Konkurencja będzie wymuszać na jej „emitentach” uczciwość i rzetelność – inaczej będą upadać i znikać z rynku, gdyż konsumenci będą porzucać „fałszowany” pieniądz na korzyść tego uczciwie zarządzanego o stabilnej wartości.
      Po takiej operacji dzisiejszy chory system pada – i ma paść gdyż nie ma sensu naprawiać czegoś, co ma w sobie „wadę konstrukcyjną”. Dochód Gwarantowany to tylko nieudolny sposób na naprawienie tego obecnego chorego systemu. Tak jak Kredyt Społeczny jest nieudolną próbą rozwiązywania wszelkich problemów gospodarczych inflacjonizmem do tego stopnia, że eliminujemy rzadkość pieniądza.

      „Gdy człowiek umiera, to również umiera jego wartość i pewna pula środków powinna zniknąć z gospodarki i za kontrolę takiej utopii…”

      No właśnie – Utopii. Dobrze, że uczciwie nazywa Pan rzeczy po imieniu 🙂

      1. Panie Piotrze, nie jestem Panem Krzysztofem, muszę zdecydowanie zaprzeczyć i zdementować taką hipotezę. Pewnie jeszcze usłyszymy, mam nadzieję, jakiś fajny wykład na temat nowego spojrzenia na ekonomię, która powinna zaistnieć w przyszłości, bo jakieś rozwiązania są konieczne.
        Na początek, jeżeli chodzi o utopię, to uważam, że w tym słowie nie ma nic złego. Każdy kompletny system naturalnie dąży do spełnienia takiego postulatu i czym jest doskonalszy, tym lepsze powinny być warunki życia jednostek.
        Jeszcze niedawno myślałem podobnie i zgadzam się w części z jedną tezą, że: „Pewna wąska grupa ludzi ma prawny przywilej i monopol na kontrolę pieniądza. Jest on co prawda w prywatnych rękach ale za zgodą i przyzwoleniem rządu. Ten przywilej trzeba znieść odrywając rządy od gospodarki (w tym również od pieniądza) a monopol sam się wtedy rozbije. ”
        Zgadzam się tylko w tym zakresie, że jest jakaś wąska grupa, której cele są nieco odmienne niż tworzenie utopii właśnie, a widać, że chodzi o większą kontrolę, łupienie, powiększanie władzy… i odchodzimy tutaj od treści tego wykładu, bo wkraczamy na ścieżki pewnego „spisku ekonomicznego”, który jest czytelny i każdy, kto rozumie działanie długu, z pewnością to rozumie.
        Ja osobiście już nie uważam, że konieczne jest w tym momencie anarchizowanie systemu ekonomicznego: barter jako środek wymiany, tworzenie walut itd., bo to jest oddzielanie się a nie próba zmiany. Ostatni rezultat stanie się ten sam.
        No właśnie w tym problem, że takie rozwiązania jak np. upowszechniony barter będą wsteczne i przyniosą jeszcze więcej problemów niż korzyści. Barter można dziś legalnie stosować i nie ma problemu. Można wymieniać wzajemnie towary i usługi.
        Po to wymyślono pieniądz, by ułatwić wiele spraw, bo nie kupię czajnika od „czajnisa” za ziemniaki, których nie będzie potrzebował.
        Oglądałem kiedyś taki film o funkcjonowaniu lokalnych walut i np. płaceniu muszelkami 🙂 i być może autorowi chodziło o fiducjarny aspekt muszelki, a wyszło co wyszło.
        Pewnie można i muszelki, tylko po co komu moje muszelki w innej wiosce, która za walutę uznaje kulki z plastiku. Śmiem tylko twierdzić, że ludzkość osiągnęła bardzo wiele ujednolicając wiele spraw, a czym innym są problemy organizacyjne państw, chciwość, absurdalny podział korzyści itd.
        Wracając jednak do tematu DG, to uważam go za dobry pomysł, bo należy zrozumieć, że społeczeństwa postindustrialne przyjmą w końcu jakieś rozwiązania albo ulegną anihilacji. Ostatecznie zostanie ten, komu dzięki różnym zabiegom udało się zebrać w garści najwięcej, ale i on, jeżeli nie zmieni swojej polityki, utrzymując swoją przewagę, zniszczy sam siebie.

        Warto przyjrzeć się temu artykułowi:
        http://www.bankier.pl/wiadomosc/Niemcy-przestana-sie-zadluzac-3080310.html
        Należy mieć na uwadze, że w realiach dzisiejszej ekonomii, wszyscy wokół muszą paść na twarz, by jeden kraj (Niemcy są obecnie drugim, po Chinach (a przed USA), eksporterem na świecie) mógł zarzucić wszystkich wokół towarami, biznesami, wpływami i przy okazji wyjść na prostą 🙂
        Jak już wszyscy wokół padną trupem, to co? Jak nie będzie komu sprzedać, to będzie rosnąć luka popytowa i Niemcy znów zaczną się zadłużać…
        Przecież to jest kompletny absurd 🙂

        Nie ma naprawdę pomysłu na to co przyniósł postęp techniczny, wzrost produkcji, światowa gospodarka, korporacje światowe i wbrew pozorom wielu zacnych ekonomistów się nad tym zastanawia. Jedynym pomysłem jest „globalna polityka, światowy rząd…”, a to moim zdaniem wyłącznie udowadnia celowość i absurdalność funkcjonujących dzisiejszych rozwiązań ekonomicznych.
        Nie powinniśmy zapominać, że nie tylko pieniądz jest fiducjarny, a całe nasze spojrzenie na ekonomię i kapitał.
        Moim zdaniem zupełnie inaczej należy spojrzeć właśnie na „kapitał” w którym człowiek powinien odgrywać rolę zasadniczą. Funkcjonują oczywiście pojęcia „kapitał ludzki”, tylko kapitał ten sprowadzony jest ostatecznie do „kosztu”, a sam w sobie i dla siebie, nie ma wartości.
        Zmierzam do tego, że przy takiej koncentracji kapitału w postaci majątku w jednych rękach, automatyzacji produkcji, wzroście wydajności itd. ostatecznie słabsze rynki muszą się zawalić. Absolutnie jestem przeciwnikiem jakiejś nacjonalizacji, bo to fikcyjna perspektywa, której celem jest cofnięcie się o np. 50 lat i gra od początku w tę samą gierkę.
        Pracy też dla wszystkich nie będzie i rozrost biurokracji nie powinien być odpowiedzią jakiegokolwiek systemu państwowego, bo Orwella już wszędzie widzimy. Widzimy też na Polskim przykładzie zwijającego się państwa, emigracji, bezrobocie nie maleje, bo nie może. Ta ekonomia tak właśnie funkcjonuje, a przecież ludzi powinno być stać na coś więcej.
        pozdrawiam
        przepraszam za usterki, kawy jeszcze nie piłem 🙂

      2. W takim razie za błędną hipotezę personalną przepraszam 😉

        „Zgadzam się tylko w tym zakresie, że jest jakaś wąska grupa, której cele są nieco odmienne niż tworzenie utopii właśnie”

        Jak dla mnie budowa NWO, do którego dąży ta wąska grupa „chcących trzymać władzę” ludzi, jest również utopią. W 100% to się nigdy nie uda.

        „No właśnie w tym problem, że takie rozwiązania jak np. upowszechniony barter będą wsteczne i przyniosą jeszcze więcej problemów niż korzyści. Barter można dziś legalnie stosować i nie ma problemu. Można wymieniać wzajemnie towary i usługi.”

        Rzecz w tym, że ja chcę aby to ludzie poprzez swoje indywidualne decyzje decydowali o tym, czy coś ma być/będzie powszechne czy nie. Czemu mielibyśmy negować wymianę barterową tylko dlatego, że jest „archaiczna” albo że „większość/mniejszość jej nie chce”? Jak mamy być ludźmi wolnymi to wolnymi – nikogo nie można dyskryminować. Dopóki są co najmniej dwie osoby, które z tego korzystają i odnoszą z tego korzyści – mimo, że cywilizacja wymyśliła efektywniejsze sposoby wymiany – to ja nie widzę problemu.
        Mamy dzisiaj (a nawet już od dość dawna) kalkulatory, które w mgnieniu oka liczą nawet bardzo skomplikowane obliczenia – czy z tego powodu zabraniamy komuś liczenia samodzielnie w głowie czy na kartce papieru „bo jest to stare, niemodne i nieefektywne”? 🙂
        A co do tej dzisiejszej „legalności barteru” to też bym polemizował. Swobodna wymiana bezpośrednia jest możliwa ale tylko wtedy, gdy „aparat władzy tego nie widzi” 🙂 A nawet jeśli widzi ale nic z tym póki co nie robi to należy pamiętać, że ma monopol na stosowanie „środków przymusu bezpośredniego” i jeśli zaczniemy rozliczać się z pominięciem „jedynej oficjalnej waluty” na zbyt dużą skalę to nie zawaha się tych środków użyć przeciwko nam 🙂 Nie po to nasi umiłowani przywódcy nawprowadzali tyle rozmaitych podatków, żeby nam teraz dawali przyzwolenie na ich omijanie a państwowa kasa świeciła pustkami 😉

        Jeśli już mamy iść w kierunku jakiejś „utopii” to idźmy w kierunku libertarianizmu – tj. wizji świata bez jakiegokolwiek przymusu, opartego wyłącznie na własności prywatnej i dobrowolnie zawieranych umowach (absolutnie żadnych podatków, nawet na policję czy wojsko).

Comments are closed.